Choć zdaniem prof. Dariusza Patrzałka rodzinne przeszczepy to już nie rzadkość, operacja, którą przeprowadził we wrześniu z zespołem wrocławskich chirurgów, jest wyjątkowa. 72-letnia matka oddała synowi nerkę.
źródło: dodatek do Rzeczypospolitej "Światowy Dzień Donacji i Transplantacji" , 26 października 2007 roku
Na świecie taki wiek dawcy to również rzadkość, choć prof. Dariusz Patrzałek, dolnośląski konsultant ds. transplantologii, przypomina, że kilka lat temu w Anglii 92-letnia babcia oddała nerkę wnukowi. Albo przywołuje przypadek z wrocławskiej kliniki, gdzie przeszczepiono nerkę 76-letniemu pacjentowi. – Najprawdopodobniej jednak nie było w Polsce takiej sytuacji, by pobrano organ od żyjącego dawcy w takim wieku – zauważa prof. Patrzałek.
Ton nieznoszący sprzeciwu
Marek Dybowski, 47-letni inżynier budownictwa, bardziej był zaskoczony, że taka transplantacjaw ogóle jest możliwa, niż tym, że jego mama Mirosława jest gotowa do tak wielkiego po święcenia. – Gdyby moje dziecko było w podobnej sytuacji, też oddałbym mu bez wahania swoją nerkę – mówi. A jego sytuacja była beznadziejna. Gdy trafił na kolejne badania do wrocławskiej kliniki, okazało się, że jego nerki przestały funkcjonować. Dowiedział się również, że jest jednym z 1500 w kolejce, a na organ od dawcy musiałby czeka ć przynajmniej trzy lata. A przez ten czas czekałyby go częste i uciążliwe zabiegi dializowania. Wtedy właśnie Mirosława Dybowska, która po wiadomości od syna zadzwoniła do niego z Łodzi, oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu: – Synku, ja ci oddam moją nerkę. – Myśleli, że jestem stuknięta, kiedy zgłosiłam się jako dawca – tak 72-letnia Mirosława Dybowska wspomina rea kcję rodziny i znajomych, gdy powiedziała im o swojej decyzji. – Za stara to ja jestem na konkurs Miss Polonia. Zdecydowała się podarować nerkę synowi po wizytach we wrocławskim szpitalu. – Poznałam tam osobę, która piąty rok bierze dializy: co drugi dzień po cztery godziny dziennie. Ręce ma całe w bąblach po wkłuwaniu się do żyły. Szpital jest tak przepełniony, że chorzy leżą na korytarzach, a osoby z zewnątrz nie mają przed dializami gdzie usiąść .
Najbardziej zależało matce
Pani Mirosława pojechała do Wrocławia zarejestrować się jako dawca. Była po operacji nogii schowała kule, żeby jej nie odrzucili. – Gdy później operacja się odwlekła o tydzień, nie wychodziłaz domu, żeby nie złapać infekcji – mówi sąsiadka Barbara Kubera, która w tym czasie robiła zakupy matce Marka. Operacja odwlekała się. Marek Dybowski, który przebywa Π z matką kilka tygodni we wrocławskiej klinice, widział, jak źle wpływa na jej psychikę każdy przesuwany termin zabiegu. – To jej bardziej na tym zależało niż mnie – wspomina. Zabieg poprzedziły długotrwałe i skomplikowane badania pani Dybowskiej, trwały kilka tygodni. – Dopiero we wrześniu uzyskali ś my pewność, że pani Mirosława może być dawcą – mówi prof. Patrzałek. Wiek w takim przypadku nie jest przeciwwskazaniem, liczy się stan pobieranego organu. I pewność, że taki zabieg nie zagrozidawcy. – Z emocjonalnego punktu widzenia to zabieg nieporównywalny do żadnego innego.Poniekąd łamiemy jedną z naczelnych zasad medycyny: okaleczamy zdrowego człowieka, by ratować życie innemu – mówi profesor. I dodaje: – Taki zabieg można przeprowadzi ć średnio u czterech na dziesięć zgłaszających się par, u pozostałych transplantacja nie jest możliwa ze względów medycznych. Po zabiegu Marek Dybowski czuje się świetnie, nerka od matki niemal natychmiast zaczęła funkcjonować. I syn codziennie kontaktuje się z matką, troszcząc się o jej zdrowie.
Mniej ludzkich dramatów
Sąsiadka Barbara Kubera twierdzi, że Dybowska zachowała się heroicznie. Ale heroizm, do którego namawiaj ą obecnie lekarze, jeszcze trzy – cztery lata temu nie byłby potrzebny. Jak twierdzi prof. Patrzałek, wówczas nie pobrano by organu od dawcy w takim wieku, bo szybko znalazłby się młodszy. W Hiszpanii system pozyskiwania narządów działa perfekcyjnie i praktycznie nie ma tamprzeszczepów od żywych dawców. Ale w Polsce ostatnio drastycznie spadła ilość organówpobranych od zmarłych, u których stwierdzono śmierć mózgową. Przeszczepy rodzinne to więc obecnie najlepsze rozwiązanie dla oczekujących na transplantację, choć w naszym kraju i tak jest ich bardzo niewiele. W 2004 i 2005 r., gdy dokonano po 1067 zabiegów, było to odpowiednio 22 i 27 pobrań od takich dawców. W Skandynawii czy USA sięgają one 50 proc. Dybowska, która nasłuchała się historii o rozbitych małżeństwach i załamaniach nerwowych pacjentów czekających na dawcę nerki, również apeluje, żeby rodziny ofiar wypadków zgadzały się na przeszczepy. – Będzie mniej ludzkich dramatów – mówi.






